piątek, 2 czerwca 2017

Prolog


"Przeznaczenie zazwyczaj czeka tuż za rogiem. Jakby było kieszonkowcem, 
dziwką lub sprzedawcą losów na loterię: to jego najczęstsze wcielenia. 
Do drzwi naszego domu nigdy nie zapuka. 
Trzeba za nim ruszyć."
~Carlos Ruiz Zafon

~*~

  Mężczyzna ubrany w czarny garnitur, który podkreślał jego atletyczną sylwetkę, poprawił czerwony krawat i z uśmiechem wszedł do niewielkiego pokoiku. Pomieszczenie było urządzone w odcieniach jasnego różu i bieli. Meble, ustawione w równej linii pod jedną ze ścian, wykonane zostały na zamówienie u lokalnego stolarza. Znany był ze swojego uwielbienia do klonu kanadyjskiego, z którego tworzył większość produktów. 
   Z lekkim uśmiechem na ustach przybysz podszedł do szczupłej kobiety stojącej przy jednym z dużych okien. Światło padało na jej bladą twarz i nadawało jej młodszy wygląd. Z wyrazem zachwytu na twarzy wpatrywała się w niewielkie zawiniątko znajdujące się w jej rękach.
-Ćśśś...- szepnęła, oglądając się na niego i zdmuchując z czoła pasmo rudych włosów. Jej oczy potrafiły sprawić, że na sam ich widok jego serce zaczynało bić szybciej. Były niezwykłe i jedyne w swoim rodzaju. Jedno z nich było barwy nieba w słoneczny letni dzień, a drugie posiadało kolor świeżej krwi.- Dopiero zasnęła.- wymruczała, podchodząc do niego wolnym krokiem i przelotnie muskając jego wargi swoimi ustami.
   Mężczyzna ściągnął z głowy czarny kapelusz, odsłaniając burzę równie czarnych loków. Odwinął rąbek koca, zasłaniający twarz dziecka i ucałował delikatnie jego łysą główkę. Mała dziewczynka machnęła w powietrzu zaciśniętymi piąstkami i powoli otworzyła swoje ogromne, czerwone oczy, patrząc na niego z zainteresowaniem.
-No i coś ty narobił, tatuśku?- westchnęła kobieta z przekąsem i przycisnęła dziecko bliżej do swojej piersi. Maleństwo zaśmiało się dźwięcznie, odsłaniając dziąsła, jakby chciało pokazać, że wcale nie miało nic przeciwko szybkiej pobudce.
-Oj przestań, Katherine.- sapnął mężczyzna, obejmując ją w talii.- Przecież znowu zasnęła.
   Jak na zawołanie oczy dziewczynki znowu skryły się za powiekami i jej oddech stał się miarowy. Wierzchołek nosa drgał jej delikatnie, jakby wyczuła jakiś interesujący zapach. Oboje uśmiechnęli się, patrząc na twarz ich śpiącego dziecka.
-Boję się, Nicolasie.- powiedziała drżącym głosem, kładąc głowę na jego ramieniu.- Świadomość, że zostały nam trzy lata życia...
-Dlatego właśnie nie chciałem iść do Wyroczni.- syknął Nicolas, całując czubek jej głowy.- Dobrze, że wyciągnąłem cię stamtąd zanim zdążyła nam powiedzieć w jaki sposób zginiemy.
   Mimowolnie spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Niezbyt dobrze działały na niego brak snu i maszynki do golenia. Krótki zarost pokrywał jego szczękę i linię nad górną wargą, a cienie pod oczami były widoczne nawet z odległości kilku metrów. Wyglądał staro, bardzo staro.
-Kto się zajmie naszym małym aniołkiem?- westchnęła Katherine, patrząc jak w przeciągu kilku sekund ludzkie uszy dziewczynki znikają, a zamiast nich pojawiają się większe, kocie na jej łysej główce.- Na moją matkę raczej nie mamy co liczyć. Nigdy nie pochwalała naszego związku. Pamiętasz przecież jak zareagowała na wieść, że jestem w ciąży. A twoi rodzice... Przykro mi to mówić, ale zwykli ludzie nie są w stanie się nią zaopiekować.
-Uspokój się, maleńka.- zaśmiał się mężczyzna.- Nie zapominaj o Radzie. Jestem przekonany, że przydzielą ją pod opiekę Livii.
-Ale Livia ma ponad czterysta lat! Naprawdę myślisz, że kobieta w takim wieku będzie się w stanie zaopiekować trzyletnim dzieckiem?! A co jeśli...- nie dokończyła dokończyć, bo Nicolas zamknął jej usta pocałunkiem.

   Romantycznie, prawda? Ta mała klucha owinięta w kocyk to ja. Uroczy był ze mnie bobas. Ta dwójka, zakochana w sobie bez pamięci ludzi, to moi rodzice. Zginęli dzień przed moimi trzecimi urodzinami w pożarze. Był to "tragiczny wypadek". Nie wiem, czy ktoś poza mną nie wierzył w ten stek kłamstw, którym mnie karmiono od dzieciństwa. Wiedziałam, że moi rodzice nie zginęli przypadkiem, ktoś ich po prostu zamordował i miał do tego jakiś powód... Tylko jaki?
   No ale nie będę was nudzić moimi podejrzeniami, na to jeszcze przyjdzie czas. Przenieśmy się teraz do dnia, w którym zaczęła się moja niezwykła przygoda! Albo jak ja zwykłam mówić- dnia, w którym dla mnie rozpoczął się Armagedon.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz