piątek, 4 sierpnia 2017

Rozdział III

Rozdział 3


   Pociągiem jadą wampir, elf, zmiennokształtny i człowiek... Brzmi jak początek kiepskiego kawału. Rozglądnęłam się po twarzach siedzących przy mnie towarzyszy zbrodni. Naprzeciwko siedzieli Rufus i Liliana i wyglądali, jakby zaraz mieli sobie nawzajem powyrywać głowy. Liliana związała swoje loki w wysoki kok i nałożyła na nos kwadratowe okulary, przez co wyglądała jak młoda mama, jadąca na urlop nad morze, o czym świadczyła także zwiewna sukienka w kwiatki i japonki. Rufus z kolei wyglądał jakby jechał na rozmowę o pracę. Miał na sobie białą koszulę ze sztywnym kołnierzem i czarne spodnie od garnituru prawdopodobnie szyte na miarę, bo zbyt dobrze na nim leżały. Srebrne włosy nie opadały mu na ramiona, tak jak zwykle, ale były związane na karku w luźny kucyk. Przeniosłam wzrok na siedzącego obok mnie Dominika. Miał na sobie białą koszulkę z napisem i zwykłe dżinsy, do których nałożył sportowe, szare buty. Ciemne włosy, opadały mu niesfornie na czoło, sprawiając, że wyglądał jak buntownik. Pochwycił mój wzrok i uśmiechnął się, kładąc mi dłoń na moim nagim kolanie. Odwzajemniłam uśmiech, a Dominik wrócił z powrotem do czytania książki, ku mojemu niezadowoleniu, zabierając rękę. Spojrzałam w dół, na swoją białą sukienkę, na której widniały czarne, azteckie wzory. Musiałam dzisiaj zmienić kolor oczu na zielony i włosów na blond, które związałam w wysoki kucyk, zasłaniając nimi jednak znamię na karku.
 -Czy naprawdę musimy udawać kochającą się rodzinkę?- syknęła Liliana w stronę Rufusa, który oderwał na chwilę wzrok od okna.
 -Radzę ci o tym nie mówić na głos, bo jesteśmy obserwowani.- mruknął Rufus, wskazując delikatnym skinieniem głowy na parę siedzącą za jego plecami.
   Wysoka, szczupła kobieta o rudych włosach i brązowych oczach oraz mocnej postury mężczyzna o blond włosach i błękitnych oczach byli ubrani cali na czarno. Mogło się to wydawać dziwne ze względu na wysoką temperaturę na zewnątrz. Wyostrzyłam wszystkie zmysły, gdy rudowłosa napotkała mój wzrok i spojrzała mi prosto w oczy. Sama kiedyś ścigałam osoby oskarżone o zdradę i konspiracje, więc miałam świadomość, że obserwująca nas para ma za zadanie przyprowadzić nas do Siedziby za wszelką cenę. Nieważne było to, czy dotrzemy tam żywi czy martwi. Czarownica i wilkołak, jeden z najbardziej zgranych duetów w całej Radzie, Bliźnięta Krwi, Eris i Hades. Przez ponad sto lat pracy jako Wojownicy jeszcze nigdy nie wrócili do Siedziby pokonani, istne maszyny do zabijania.
 -Będzie ciekawie.- warknęłam cicho z dziką chęcią mordu, nie odwracając wzroku od brązowych oczu Eris. Mimowolnie wyszczerzyłam zęby w krzywym uśmiechu, odsłaniając ostre kły.
 -Panienko, mieliśmy nie zwracać na siebie uwagi.- skarcił mnie Rufus i pochylił się w moją stronę.
 -Przestań. I tak już nas zauważyli skoro nas śledzą. Poza tym, nie zaatakują nas, dopóki nie wysiądziemy z pociągu.- powiedziałam i skinęłam głową w stronę obserwującej nas dwójki.- Mam rację, Hades? Zawsze fascynował mnie ten psi słuch.
   Blondyn zmarszczył nos z niezadowoleniem i wydał z gardła przeciągłe warknięcie. Ależ się napaliłam! W końcu będę mogła pójść na całość.
 -Uwielbiasz pakować się w kłopoty, co?- westchnęła Liliana, wracając do czytanej przez siebie wcześniej gazety.- Na mnie nie liczcie, nie mam zamiaru pobrudzić sobie sukienki. Zbyt wiele mnie ona kosztowała, żebym teraz miała ją po prostu zniszczyć.
 -Sama sobie poradzę.- stwierdziłam z uśmiechem.
 -Nie wiem, czy to tylko moja wyobraźnia, ale jest ich dwóch, a ty mówisz, że dasz sobie radę sama?- zapytał Dominik. W jego głosie usłyszałam nieskrywaną troskę, co sprawiło, że moje serce zabiło mocniej.
 -Nie będzie sama, ma mnie.- Rufus uśmiechnął się z nieskrywaną satysfakcją, patrząc mi głęboko w oczy.
   Ach, ta chłopięca chęć rywalizacji. Odwróciłam wzrok od moich towarzyszy, którzy z zaciętością próbowali pozabijać się nawzajem wzrokiem i spojrzałam z uśmiechem na śledzącą nas parę. Zapowiada się ciekawie.

~*~

 -Macie wybór.- syknął Hades, ukazując ostre jak brzytwy zęby. Zaraz po wyjściu z pociągu ja i Rufus ruszyliśmy w głąb pobliskiego lasu, chcąc odciągnąć Bliźnięta Krwi jak najdalej od ludzi.- Albo się poddacie i staniecie przed Radą, albo będziemy musieli was doprowadzić tam siłą.
 -Ja mam jeszcze jedną propozycję.- powiedziałam z dzikim uśmiechem.- Rozerwę was na strzępy i dam Livii wasze serca w ramach podziękowania za całe to gówno, przez które musiałam przejść od trzeciego roku życia.
 -Rozmowa z nimi nie ma sensu, Hades.- mruknęła Eris, kładąc wilkołakowi dłoń na ramieniu.- Zróbmy to szybko.
 -Póki krew płynie w twoich żyłach.- powiedział pewnie Rufus, patrząc naszym przeciwnikom prosto w oczy. Twarz czarownicy stężała, a jej oczy zapłonęły dziwnym blaskiem.
 -Bronić będziesz tego, co słuszne.- słowa wypowiedziane z ust Eris przecięły powietrze, sprawiając, że nawet korony drzew na chwilę przestały poddawać się podmuchom wiatru.- Nie spodziewałam się tego, że ty też należysz do Przebudzonych, Rufusie.
 -W końcu pozbyłeś się tych wszystkich zmarszczek, mój druhu.- Hades podszedł z uśmiechem do Rufusa i oboje uścisnęli sobie dłonie. Srebrzyste włosy Rufusa opadły mu na twarz, przesłaniając jego czarne oczy, z których mogłabym wyczytać jego uczucia.
 -Czyli wiedziałeś, że jest jednym z nas?- rudowłosa spojrzała na wilkołaka ze złością.- I nic mi nie powiedziałeś?!
 -Nie byłem pewien, czy nadal do nas należy.- zaśmiał się blondyn, wypuszczając dłoń elfa ze swojego uścisku.- To on jest prawą ręką starej El.
 -Więc...- brązowe oczy kobiety powoli przesunęły się po mojej twarzy.- To musi być córka Katherine...
 -Zgadza się.- powiedział Rufus beznamiętnym tonem.- Pozwólcie, że wam przedstawię Nikę Raven, córkę Katherine Raven i wnuczkę Eli...
 -Chwila, chwila.- syknęłam, wchodząc Rufusowi w słowo.- Możecie, proszę, przestać udawać, że jestem jedyną zmiennokształtną na świecie? Nie jestem królową, którą należy przedstawiać tak oficjalnie. Poza tym, jeszcze chwilę temu chcieliście nas zabić, a po wypowiedzeniu wersu jakiegoś głupiego wierszyka dla dzieci nagle stajemy się najlepszymi przyjaciółmi? Coś mi tu śmierdzi i nie chodzi mi o odór wilkołaka.
 -Ona nie wie?- zapytała zdziwiona Eris zagłuszając wściekłe warknięcie Hadesa.
 -Nie i lepiej niech tak zostanie. To nie ja powinienem jej to wyjaśniać.- Rufus podszedł do mnie i chwycił delikatnie moją dłoń. Chłód jego ciała zadziałał na mnie kojąco i powoli uspokajał.
 -Skoro tak twierdzisz.- Hades uniósł w górę kącik ust.
   Jego twarz zdawała się nienaturalnie wydłużać i wykrzywiać na różne strony. Spojrzałam z przerażeniem na Rufusa. Rzucił mi przepraszające spojrzenie i otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale nic już nie słyszałam. Czyjeś silne ręce uniosły mnie w górę, a moje nozdrza wypełnił zapach rosy i kwiatów bzu. Z trudem starałam się skupić wzrok na twarzy mężczyzny, który mnie niósł.
 -Rufus...?- wyszeptałam prawie bezgłośnie.
   Czarne oczy mężczyzny spojrzały na mnie i jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko mojej. Nie miałam nigdy okazji, żeby przyjrzeć mu się z bliska. Ostre rysy twarzy i łagodne, migdałowe oczy stwarzały swego rodzaju kontrast przyjemny dla oka. Długie do ramion srebrne włosy mieniły się w słońcu i niesfornie opadały na jego gładkie czoło.
 -Wybacz mi.- szepnął czule, składając delikatny pocałunek na mojej skroni.
   Moje ciało przebiegł przyjemny dreszcz. Moc elfów. Byłam teraz pod jego wpływem, stałam się wrażliwa na choćby najmniejszy gest z jego strony. Było to jednocześnie przerażające i zadziwiająco przyjemne. Nie da się z tego uwolnić, dopóki osoba pod wpływem uroku nie podda się temu całkowicie. Nigdy nie umiałam zbyt dobrze walczyć z urokami elfów, a Rufus doskonale o tym wiedział. Zostało mi kilkanaście sekund, zanim urok mnie pochłonie i sprawi, że ocknę się dopiero następnego dnia. Urok elfów składał się z trzech etapów: spojrzenia, pochłonięcia i uśpienia. Przeszłam już dwa etapy, teraz czekał mnie trzeci.

~*~

   Obudziłam się dopiero, gdy słońce chyliło się ku zachodowi następnego dnia. Mój umysł nadal był otępiały. Nie potrafiłam sprecyzować, gdzie się znajdowałam, ani czy w pokoju był ktoś jeszcze. Czułam za to silny zapach imbiru, którym przesiąknięte były poduszki, na których leżałam. Powoli podniosłam się z miękkiego posłania, walcząc z zawrotami głowy. Jak tylko spotkam Rufusa to wydłubię mu oczy i wepchnę mu je do gardła.
 -Witaj śpiąca królewno.- usłyszałam znajomy głos tuż obok siebie. Nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należy.
   Powoli, jakby z trudem, odwróciłam głowę w stronę mojego gościa i napotkałam parę zielonych oczu. To na pewno nie był Rufus, to wiedziałam. Chłopak siedział tak blisko mnie, że czułam wyraźnie jego zapach. Pachniał dymem papierosowym i miętą. Ciekawa mieszanka.
 -Dominik?- mój głos wydawał mi się tak obcy, że przez chwilę go nie poznawałam.
 -Brawo.- zaśmiał się chłopak, ukazując rząd równych, białych zębów.- Bystrzacha z ciebie.
 -A gdzie masz kły?- zapytałam, przysuwając się bliżej niego i z zaciekawieniem przyglądałam się jego ustom.- Ja mam kły.- rozwarłam wargi tak, aby ukazać nieco dłuższe od ludzkich i ostre jak brzytwa kły.
 -Mówisz tak, jakbyś była pijana.- Dominik uśmiechnął się, wyciągając dłoń w moją stronę. Delikatnie założył zbłąkany kosmyk włosów za moje ucho, muskając mnie przy tym palcem po policzku. Czułam, jak moje policzki przybierają kolor dojrzałych pomidorów, więc szybko odwróciłam wzrok.
 -Gdzie ja jestem?- wymruczałam i wydęłam wargi, chcąc ukryć zawstydzenie.
 -Rufus twierdzi, że jest to dom twojej babci, ale aktualnie jesteśmy tu tylko my.- Dominik wypowiedział imię elfa z widoczną niechęcią.
 -Rufus...- wycharczałam, wspierając się na łokciach i przenosząc wzrok na siedzącego obok mnie chłopaka.- Co on mi zrobił? Czy on rzucił na mnie urok?
 -Tak.- odpowiedział Dominik, gładząc delikatnie moją dłoń.- Przynajmniej tak powiedział Lilianie. Po raz pierwszy widziałem ją taką wściekłą. Mówiła, że jeśli nie wrócisz to wydłubie mu oczy i wsadzi mu je w... Mniejsza z tym gdzie.- zaśmiał się, mrużąc delikatnie oczy.
 -I bardzo dobrze! Przecież urok elfów miesza ludziom w głowie, sprawia, że gubią się we własnej świadomości, a czasem wcale z tego transu nie wychodzą.- czułam, jak mój umysł powoli się rozjaśnia. W końcu mogłam normalnie myśleć i mówić.
 -A więc czemu ci to zrobił? Myślałem, że się o ciebie troszczy.
   Zapadła między nami chwila ciszy. Czemu Rufus to zrobił? Myśl, Nika, myśl. O czym rozmawialiście? Co chciał przed tobą ukryć? Przypomnij sobie. Przypomnij jak najwięcej. Co tam się wydarzyło?
 -Hades i Eris... Oni należą do Przebudzonych. Mówili o mojej babce, o mnie. O tym, że czegoś nie wiem.- słowa zaczęły płynąć z moich ust i nie mogłam ich powstrzymać.- Wtedy Rufus rzucił na mnie urok. Ale ja jeszcze zdążyłam usłyszeć głos. Głos, który wydawał mi się tak bardzo znajomy. Głos kobiety, który już gdzieś słyszałam. Nie mogę sobie tylko przypomnieć gdzie. Pamiętam jeszcze jej oczy, zanim zemdlałam to udało mi się pochwycić jej wzrok. To były moje oczy, były tak samo czerwone jak moje.
   Mój głos zaczął drżeć, a wraz z nim drżały moje dłonie. Kim była ta kobieta i czemu dopiero teraz sobie o niej przypomniałam? Czemu Rufus coś przede mną ukrywa?
 -Już, spokojnie.- Dominik objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. Z ulgą przyjęłam ten gest.

 -Muszę to wszystko wyjaśnić i to jak najszybciej!- mruknęłam przez zaciśnięte zęby i oparłam czoło o jego obojczyk. Usłyszałam jak coś do mnie szepcze, ale nie byłam w stanie nic z tego zrozumieć, bo świat znowu przesłoniła mi ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz